
Mało kto wie, że szef szkoły jazdy „Prawko” z Poznania wiedzie sekretne życie po zmroku. Regularnie, raz lub dwa razy w miesiącu, spotyka się z grupką przyjaciół na piwie. W czasie tych spotkań omawiają tematykę, której zwykle nie porusza się przy żonach.
Pewnego razu kelner spostrzegł, że mężczyźni z pasją o czymś rozprawiają, więc zbliżył się do nich i nadstawił ucha. W końcu zdobył się na odwagę i podszedł do ich stolika...

Kilka lat temu progi szkoły jazdy „Prawko” z Poznania przekroczyła uśmiechnięta Anna z bardzo smutnym mężem. Po wymienieniu uprzejmości z szefem OSK i zajęciu miejsc kobieta przeszła do sedna sprawy:
— Mieszkamy niedaleko pana biura i placu manewrowego, dlatego podeszliśmy zapytać o kurs na kategorię D dla mnie… Otóż wraz z mężem pracujemy w lokalnej firmie zajmującej się przewozem osób. Z tym że mój mąż jeździ autobusami, a ja tylko busami do przewozu maksymalnie 9 osób. Jak dobrze pan wie, do tego wystarczy prawko kategorii B. Też chciałabym zrobić uprawnienia na autobusy, ale mój mąż mi to stanowczo odradza…

Niech historia Radka posłuży jako przestroga dla kursantów naszej szkoły jazdy z Poznania… Wydarzyło się to w zeszłym roku w powiecie ostrowskim. 33-letni Radek wybrał się ze znajomymi na przejażdżkę motocyklami. W najczarniejszych snach nie przypuszczał, że 11 września 2024 roku będzie najgorszym dniem jego życia…
Otóż pokonując łuk drogi, Radek stracił kontrolę nad motocyklem i wyleciał na przeciwny pas. Z naprzeciwka jechał rozpędzony dostawczak, o który roztrzaskał się motocyklista. Chwilę później Radek leżał na szosie z poważnym urazem głowy, połamanym kręgosłupem oraz uszkodzonymi innymi częściami ciała. Gdy przyleciał śmigłowiec medyczny, lekarz pokręcił głową i rzekł: „Tylko cud może go uratować”.

Pewnego słonecznego dnia progi szkoły jazdy z Poznania przekroczyła 46-letnia kobieta ubrana w kurtkę jeździecką, kask, bryczesy oraz oficerki, a w ręku trzymała palcat. Gdy weszła do środka, przywitała się i rzekła:
— Jestem Joanna… Czy pan jest szefem tej szkoły?
Szef OSK powstał od biurka, serdecznie się przywitał, a następnie odrzekł:
— Tak, jestem… W moim ośrodku są co prawda konie, ale pod maskami aut, czyli mechaniczne… Jeśli więc szuka pani koni z krwi i kości, proszę udać się nieopodal, gdzie mieści się stadnina. Chętnie wskażę pani drogę…